Przedwojenna Wola była dzielnicą przemysłową, robotniczą, głośną i przede wszystkim handlową. Mieściły się tu największe fabryki m.in. fabryka im. Waryńskiego i zakłady Róży Luksemburg. W sercu Woli znajdował się Plac Kercelego, nazywany popularnie Kercelakiem – największe targowisko przedwojennej Warszawy. Zajmował teren o wielkości ok. 1,5 hektara w rejonie ul. Chłodnej i Towarowej. Od 1867 na Kercelaku kwitł handel, toczyło się życie. Kercelak, a wraz z nim jego niezapomniany klimat, własny język uwieczniony przez Wiecha w wielu felietonach zniknęły po II wojnie światowej. Pozostała legenda, do której nawiązuje organizowana przez Urząd Dzielnicy Wola w czerwcu impreza „Nowy Kercelak”.
Kercelak był tym dla przedwojennej Warszawy, czym legendarna Tandeta dla Krakowa. Porównywano go do miasteczka żyjącego własnym życiem o niepowtarzalnej atmosferze. Przed wojną był największym bazarem stolicy, synonimem sposobu życia, drobnego handlu i niejasnych interesów. Nowy Kercelak to rodzaj jarmarku kulturalnego związanego z ludycznymi i ulicznymi formami zabawy z różnorodnym programem artystycznym. Na bazarze będzie można podziwiać a także kupić piękne rękodzieła artystów wielu kultur i wyznań. Niezależnie od wieku, każdy znajdzie coś dla siebie.
Jak śpiewał bard stolicy Stasiek Wielanek…
„Kto czem handluje i główkę ma, ten na Kercelak co ranek gna”
Nazwa targowiska pochodzi od ofiarodawcy pierwszych dwóch hektarów gruntu, mieszczanina Józefa Kercelego. Początkowo bazar rozciągał się od ul. Chłodnej do Leszna wzdłuż ulicy Okopowej. Dzięki temu, że nie był otoczony żadnym ogrodzeniem ani kamienicami, w krótkim czasie znacznie powiększył swój obszar. Na początku sprzedawano na nim pasze i artykuły, pochodzące z okolicznych wsi: mleko, sery, warzywa, mięso. Z czasem Kercelak nabrał bardziej miejskiego charakteru. „Sobota napełnia i nawet przepełnia czworokątny plac targowy ludźmi i rzeczami.
Po same brzegi – i poza brzegi – Aż się to wszystko przelewa, wpływając daleko w głąb Chłodnej i Leszna, Ogrodowej i Wolskiej kramami, koszami, wykrzykiwaniem, zachwalaniem…” – wspominała Helena Boguszewska (Warszawa naszej młodości, Iskry 1954). Na targowisku ponoć można było kupić wszystko. Sprzedaż płodów rolnych przeniosła się z czasem do wybudowanej specjalnie hali targowej, a wokół niej ustawiono niezliczoną ilość budek i straganów, oferujących zarówno przedmioty ekskluzywne, jak i wszelkiego rodzaju tandetę i starocie.
Nie brakowało również towarów kradzionych. „Dostać tu można było wszystko od flaków z pulpetami do mało używanego forda, nie mówiąc już o takich specjalnościach, jak rasowe gołębie, garderoba męska, gramofony, zegarki bez werków, broń palna, pokarm dla złotych rybek. (…) Nawet bengalskiego tygrysa mógłbyś tam zamówić, ukradliby z ZOO i dostarczyli” – wspominał Wiech.
Tata Tasiemka
Miejsce to w sposób naturalny przyciągało także podejrzane indywidua i światek przestępczy. W okresie międzywojennym drobne grupy złodziejaszków podporządkował sobie Łukasz Siemiątkowski, noszący pseudonim „Tasiemka”. Siemiątkowski, który przez pewien czas był radnym Warszawy, a później korzystał ze znajomości politycznych, długo bez przeszkód terroryzował, odmawiających płacenia haraczy kupców. Dochodziło do pobić, a nawet morderstw. Dopiero konflikt wśród skorumpowanych wcześniej polityków i determinacja kupców doprowadziły „Tasiemkę” przed sąd. Jedenastoosobowy gang został rozbity, a jego członkowie skazani na kary od 3 do 6 lat więzienia.
Kercelak podczas wojny
Podczas oblężenia Warszawy w 1939 r. spłonęły prawie wszystkie stragany. Jednak już w październiku handel powrócił. Sprzedawano tu towary rekwirowane przez Niemców, m.in. przemycaną żywność, naftę, lekarstwa, wódkę, a nawet broń i fałszywe dokumenty. – Tu na drugi dzień po wydaniu zarządzenia o stemplowaniu stuzłotówek, pojawili się zaopatrzeni w przepisowe pieczęcie i poduszki przepojone tuszem „bankierzy”, uskuteczniający stemple identyczne, od ręki, „za jedyne 15 złotych”. Tu przy budce z gorącym bigosem stał sympatyczny blondyn, który oferował przechodniom „autentyczne” niemieckie „ausweisy” – opowiada dalej bohater Wiechowego felietonu.
Niedługo przed wybuchem Powstania Warszawskiego Niemcy zlikwidowali targowisko. U Wiecha czytamy: „ Roiło się tam od zielonych żandarmów, szarych wermachtowców i tajniaków w ceratowych płaszczach, którzy ładowali na auta zagrabione towary, z wściekłością rąbali stragany, tworząc z nich na środku wielki płonący stos. Stojące na Ogrodowej „budy” zabierał na Skaryszewską handlujący naród”.
Koniec Kercelaka
Po wojnie bazar powrócił na swoje dawne miejsce, wkrótce jednak plac, który zajmował, przecięła Trasa W-Z, a w niewielkiej odległości wybudowano PDT Wola. Kercelak uległ ostatecznej likwidacji w 1947 r. Pozostała po nim gwara, której elementy przechowały się do dzisiaj, jak np. słowa: „musiem”, „zamiaruje” oraz powiedzonka opisane, a może po części stworzone przez Wiecha: „w ząbek czesany”, „znakiem tego”, „przypuszczam, że wątpię”.
Tekst: Anna Kołodziejska
Urząd Dzielnicy Wola m.st. Warszawy
Tekst oparto na:
- Stefan Wiechecki, Wiech na 102;
- Bronisław Wieczorkiewicz, Gwara warszawska dawniej i dziś, Warszawa 1966;
- Helena Boguszewska, Warszawa naszej młodości, Iskry 1954;
- Karol Mórawski, Historia Woli, Wydawnictwo PTTK „Kraj”, Warszawa 2000;
- Jerzy Rawicz, Doktor Łokietek i Tata Tasiemka, Czytelnik 1968;
- Stanisław Wielanek, Warszawa w piosence. Kercelak, „Życie Warszawy”.